Mark of the Ninja – skradanka jak dawniej

Ciężko obecnie o nową dobrą składankę niczym Metal Gear Solid czy Splinter Cell. Aż tu nagle bez większego echa i zapowiedzi pojawia się Mark of the Ninja produkcji studia Klei Entertainment. Została ona wydana na Xbox Live z ramienia Microsoftu, który ostatnimi czasy nie cieszy się najlepszymi propozycjami na Xbox’a. Twórcy popularnego Shanka panowie ze studia Klei Entertainment odnieśli się tu do klasyki i wzorców gatunku. Pomimo swojej kreskówkowej grafiki i przestrzenie 2D to naprawdę świetna skradanka. Jesteśmy postacią Ninja co nadaje naszym umiejętnością pewien klimat wtajemniczenia mistrza Zen, a nie tylko wyszkolonego komandosa. Nasz Ninja jest w stanie każdego przeciwnika zaskoczyć i pokonać z ukrycia i to za pomocą wielu sposobów. Bardzo ciekawym i nadającym klimatu skradania jest operacja światłem i dźwiękiem. Aby nasz przeciwnik nas nie dostrzegł i udało się go zaskoczyć, musimy być niewidzialni i niesłyszalni. Bardzo ciekawym rozwiązaniem są graficzne wskaźniki naszej widoczności i hałasu. Nie jest to tak banalne jak w Splinter Cell gdzie mamy wskaźniki w rogu ekranu, tu jest to bardziej rzeczywiste. Kiedy jesteśmy widoczni wtedy światło nabiera barw, kiedy jesteśmy bezpieczni widzimy tylko cienie i kontury. Producenci popisali się też kreatywnością przy wizualnym ukazaniu natężenia dźwięku. Każda czynność którą wykonujemy wydaje jakiś dźwięk który jest ukazany za pomocą jakby kół rozchodzących się po wiedzie (fali). Dzięki temu widzimy siłę i zasięg hałasu który wykonujemy. Nie brakuje też rozwiązań manualnych, możemy się na przykład spinać po pionowych ścianach, zwisać z sufitu, skradać od tyłu i podcinać gardła. Mamy też szereg niekonwencjonalnych gadżetów np. bambusowe strzałki którymi płoszymy strażników. Wraz z rozwojem gry uczymy się nowych technik i umiejętności. Mark of the Ninja jest godną polecenia skradanką która wynagrodzi nam naszą cierpliwość, spryt i spostrzegawczość.

You can leave a response, or trackback from your own site.